Z m y ś l e n i a b y l e j a k i e
Trzeba byś dobrym strzelcem
Trafisz lekiem w sedno
Ustrzelisz chorobę niejedną
Ale jucha
mściwa
Jam już w kołysce łeb urwał hydrze
Jam już w kołysce łeb urwał hydrze
Hydra
starości mi życie wydrze
Już nie mogę
Zima zima zima
Kto z tobą wytrzyma
Kto z tobą wytrzyma
Wszyscy
Coś w sobie
ma to
Że tak lubię
lato
Malowana
jesień
Na jesienie
Świat się
mieni
Za późno
wołasz
Młodości
dodaj mi skrzydła
Bo mi
starość zbrzydła
O forsę?
Powiedziała
prawdę w oczy
Zgadnij o co
bój się toczy
A jak nie
ma?
Złote serce
jest na wagę złota
Dla kogoś
kto ma złoto
Kulturalnie
Się rozliczą
Szerokiej
drogi sobie życzą
Często
Nieraz w
zdrowym rozsądku
Brak
porządku
Gdy brak własnych
Stroimy się
w cudze piórka
Gdy
potrzebna jest podpórka
Moja
ostatnia wola
Napiszcie mi
na cokole
Że od
śmierci życie wolę
Samoocena
Wiele
pożytku nie było ze mnie
Że cie
zaśmiecę przepraszam ziemię
A tak tam
ładnie
Jakoś się
nie zdarza
By ktoś tęsknił
do cmentarza
Ale tylko od
góry
Z wiekiem
Jam już pół
człowiekiem
Zwierzenia
pacjenta
Nic mnie nie
parzy nic ziębi
Bom położon
w grobu głębi
Medice
Non curabas
te ipsum
Masz serce
pełne gipsu
Na zbiorowej
mogile
Napiszcie
nam na postumencie
Żyliśmy na
historii zakręcie
Chodź po
ziemi
Bujałem w
obłokach
Spadłem
obity po bokach
Samoocena
Żyłem jak na
miedzy ziele
Nie
zdziałałem wiele
Przewrotny
los
Marzyłem o
migdałach niebieskich
Los zgotował
mi żywot pieski
Do skowronka
Morda w
kubeł
Woła wróbel
Nie narzekaj
Obyś uczył
cudze dzieci
Gorszy zawód
wywóz śmieci
Po naszemu
Z powodu
dziury w moście
Most
rozebrano
Do dziury
pretensje roście
Może lepiej
kremacja?
Darujcie mi
cmentarną galę
Gdy już
dokonam salto mortale
Kolej rzeczy
Życiowy elementarz
Narodziny -
cmentarz
Coraz
częściej
Gdy mnie zła
wena ogarnie
To jakoś mi
cmentarnie
Nie ukrywaj
Powiem wam
skrycie
Cieszy mnie
życie
Ciesz się
czym masz
Starość nie
radość
Gdy życia
się ma dość
Ostateczna
prawda
Powiedział
mi onkolog
Przed tobą
prolog
Maksyma
Wszyscy
pomału
Zbliżamy się
do finału
Dzisiaj
jutro lub pojutrze
Kosa nos nam
utrze
Parafraza
Jestem za a
nawet przeciw
Życie tak
szybko uleci
To też
Polska
Tu bociany
tam bociany
Z boćków
kraj nasz znany
I pełna piersią
Gdy oddycham
pełnią lata
To mój
smutek gdzieś ulata
Puk puk puk
Śmierć puka
Zaczekaj: do trzech razy sztukaPodwójne życie?
Żyje się raźniej
Gdy ma się wyobraźnię
Zależy gdzie przecinek
Z bogactwem bieda się spiera
U której liczniejsze zera
Zrównani?
Bogaty i biedny mają kłopota
Obaj marzą o bryle złota
Boś gapa!
Z pustego Salomon nalewał
Ja nie mam nawet z tego
Pewnie tylko dla bogatych
Bogaty i biedny spierali się o to
Dla koga Stwórca stworzył złoto
A co oblicza ubogi?
O złocie myśli wciąż bogaty
W trumnie obliczy straty
Nic nowego
Nawet osoba najbardziej bogata
Otrzyma kiedyś od kostuchy mata
A to szelma
Miał bogactwo i dobre nazwisko
Kostucha zabrała mu wszystko
Nieszczęścia chodzą parami
Bogaty i biedny w jednym stali domu
O swoim stanie nie rzekli nikomu
Bogaty ze strachu a ze wstydu biedny
Jaki powód nieszczęścia wszystko jedno
Matematycy
Bogaty
Oblicza straty
Ubogi
Los srogi
Pieniądze nie dają szczęścia
Sposób na nędzę
Worek pieniędzy
Sposób na szczęście
Kochać najczęściej
Przez ucho igielne
Pan Bóg stworzył biednych
By zaludnić nimi niebo
Mój sąsiad
Jestem niezmiernie rad
On ma tyle wad
Mają coś z sobą
Cudze błędy i cudze żony
Są pełne uroku
Wspólni przodkowie?
Człowiek i świnia mają te same geny
Człowiek niektóre od hieny
Może się wylał?
Straciłem talent
Gdy wysechł atrament
Mimo to
Upadł tak nisko
A dostał mu stanowisko
Opozycja
To oczywista
Nonkonformista
Jednym okiem
Innych poucza
Na siebie patrzy przez dziurkę od klucza
Gdy jest ładna?
Służę
Anielicy w ludzkiej skórze
Chyba ruchome piaski
Wiara przenosi góry
Musi być niewzruszona jak góra
Nie dam się na złość
Choć mój żywot pieski
Żył będę do grobowej deski
Żebrak?
Dusi grosze
W trzosie
Tylko komu je dać?
Ustanowić należy nowe odznaczenie
Aureolę w nagrodę za cnoty wieniec
Piszę krótko!
Jestem małomówny
To mój walor główny
Wewnątrz była pustka
Ujrzałem w nim taką głębię
Zapisana była na gębie
W jednym stali domku
Płytkość duszy i głębia
Nieraz się zazębie
Niech odpoczywa w pokoju
Źle mu nie życzę niech wyzionie ducha
Nie będzie go więcej straszyła kostucha
Też tak uważam
Gdy ładna dziewczyna zaprzecza faktom
Zaprzeczać jej jest nietaktem
Ja nie jestem siwy
Obyczaje surowe
Im siwszą ma głowę
Cieszy oko i ucho
Cudza porażka
Piękna jak ważka
Brzydula i rudzielec
Podarowałem brzyduli zwierciadło
Po co nie zgadło
Nie cały umrę
Moje fraszki są nieśmiertelne
Chyba że piorun w serwer trafi celnie
Bądź normalny
Człowiek osobliwy
Dziwi
Biedna Matka Ziemia
Sześć miliardów duplikatów
Czy to nie za wiele?
I vice versa
Aniołowie zazdroszczą ludziom
Fruwanie jest bardziej męczące
Czasem w chorej
Fraszki powstają w korze
Dzięki ci Panie Boże
To nie oglądaj się
Zanim się obejrzy człowiek
Już po życiu jest połowie
Filozofia muchy
Lepiej być w smole
Niż w rosole
Zakalec dla głodnych też dobry
Co upichcę to zakalec
Grozi mi literacki palec
Jakie to proste
Dobierz rym dobierz treść
Treści między rymy zmieść
Stare jak świat
Tylko pasta kiwi
Buta uszczęśliwi
Nie tłumacz się
Rozlał mi się w komputerze atrament
Dlatego w tych fraszkach taki zamęt
Nauka wzniosła
Gdy młodzi
Wódka nie szkodzi
Wielolatki
Kładzie na łopatki
Ale niewielka
Wódka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz